Tarot partnerski - Wróżby za darmo

Oblicz kartę związku na podstawie Numerologii oraz Tarota. Darmowa wróżba Wszyscy mamy świadomość, jak skomplikowane bywają związki miłosne. Są takie chwile- czy to wtedy, gdy się zakochujemy, czy wtedy, kiedy czujemy się zranieni, zdradzeni czy znudzeni związkiem, w którym jesteśmy,- kiedy odczuwamy potrzebę sięgnięcia do wiedzy przyszłości, co pozwoli nam bardziej obiektywnie spojrzeć na wydarzenia i na całą sytuację relacji. Każdy powód, by odwołać się do kart jest doby, a Tarot pozwoli nam zobaczyć nasz związek jak w lustrze, dokładnie,...
Czytaj więcej..

Skrzynia na karty Tarota

Jeśli często używamy talię Tarota dla wróżb i rytuałów, sama dobrze wiesz, że utrzymanie talii jest często problem. I nigdy nie wystarczają aksamitne woreczki do przechowywania Tarota jako wiarygodnej osłony przed ich zniszczeniem. Talia tarota, które wymagają ochrony, być może bardziej niż jakiekolwiek inne narzędzia rytualne. Karty z którymi pracujesz, wchłaniając Twoją własną energię muszą być chronione. Kiedy wróżysz, musisz być absolutnie pewny, że twoja karta nie jest dotykany przez inną osobę, z wyjątkiem Ciebie. Zapraszam do rytuału w celu...
Czytaj więcej..

slide image

Satanizm - Zwodnicze początki Satanizmu

Skąd wziął się archetyp Diabła Kiedy Kościół katolicki i władza stanowiły całość (XIV- XVII w.), niezadowolone masy nie mogły przeciwstawić się jednemu, nie odrzucając jednocześnie drugiego. Bóg sprawował władzę nad królami, oni natomiast nad ludźmi. Dlatego ludzie byli zniewoleni przez system feudalny. W czasie największego ucisku bezpośredni bunt ludzi nie był możliwy, gdyż oznaczało to śmierć. Dlatego tez przewrót religijny wydawał się właściwym wyjściem dla Kościoła by w ukryciu zrobić to czego chcieli. Wprowadzono postać Szatana, który był całkiem skutecznym...
Czytaj więcej..

Tarot. Wróżby z kart tarota. Wróżby miłosne i tarot online.

Czwartek, 17 Styczeń 2008 18:59

Tarot miłosny - Każda karta z 78 kart Tarota ma znaczenie uczuciowe, w mniejszym lub większym stopniu. Jeśli posiadamy własne karty lub mamy możliwość wylosowania jednej karty z Wielkich Arkan możemy z łatwością zobaczyć jaka przyszłość czeka ten związek, lub zadać pytanie odnośnie spraw uczuciowych

 Tarot  i wróżby online

Aby powróżyć sobie online z Anielskich Kart Tarota, wybierz interesujące Cię opcję poniżej.

 

Wróżba miłosna - Anielski Tarot Wrózba miłosna z Anielskich kart Tarota na rok
Wróżba Finanse i Praca z Anielskich kart Tarota Wróżba z kart tarota na rok

 

 

 Postaw Tarota Online i odkryj przyszłość. 

 TAROT ANIELSKI ONLINE

Witamy na Anielskiej stronie internetowej
www.tarotanielski.com
 
Anielskie karty tarota pomogą Ci uzyskać odpowiedzi na nurtujące Cię pytania. Wróżby miłosne z anielskich kart tarota otworzą przed Tobą tajemnice miłosnych uniesień które możesz spotkać w ramionach ukochanej osoby. Wróżki odpowiedzą także na pytania dotyczące sfery materialnej Twojego życia. Anielskie Karty Tarota pomogą w Ci ciężkich chwilach Twojego życia, być może nawet wskażą Ci nową drogę w życiu, która odmieni go w znaczącym stopniu na lepsze. Przygotowane przez wróżki specjalne afirmację, rytuały magiczne oraz talizmany swoją siłą i siłą Anielskich kart tarota pomogą Ci odkryć pozytywne aspekty Twojego życia. Wróżki online odpowiedzą na Twoje pytania. Daj nam do pół godziny czasu, aby uzyskać odpowiedź na zadane przez Ciebie pytania. 
Człowiek żyje w coraz bardziej skomplikowanych świecie. W miarę ostępu cywilizacyjnego coraz więcej ludzi jest zaniepokojonych przyszłością. Ludzie sami sobie zakładają kagańce na szyje, stając się niewolnikami cywilizacji. Niektórzy z nas zwracają się ku najrozmaitszym formom wróżenia, takim jak astrologia, I Ching, runy, czy Tarot.  
Wtajemniczeni wiedzą, że Tarot nie przewiduje głównie przyszłość, ale pomaga się na nią przygotować i daje wskazówki, Jak się z przyszłymi problemami uporać.
To, że z kart wyczyta się np. przypływ pieniędzy w niedalekiej przyszłości, nie oznacza, że je dostaniemy, jeśli np. nic nie będziemy robić. Jeśli będziemy nie zwracać uwagę na obecną pracę, jeśli nie zauważymy możliwości otrzymania tych pieniędzy – ich nie będzie. Tarot ma dać nam wskazówki co zrobić by dostać te pieniądze, na co zwrócić uwagę.
  • Człowiek jest kowalem własnego losu, a Tarot udziela jakiejś rady, lub sugeruje coś.
  • Tarot może być też czymś dużo więcej niż sięganie ku przyszłym wydarzeniom.
  • Głównym celem jest połączenie człowieka z jego wewnętrzną mądrością.
  • Tarot jest przewodnikiem duchowym, doradcą, pomocą w zrozumieniu życia które obecnie mamy.
  • Dobrzy tarociści z Tarota są w stanie wyczytać stan umysłu, stan ducha w czasie teraźniejszym.

Karty klasyczne a tarot - Nie da się historycznie prześledzić początku powstania tych kart. Jedna z teorii głosi, że do Europy karty przywędrowały ze Wschodu, prawdopodobnie z Indii czy Chin. Indyjskie karty mają bardzo charakterystyczne elementy, co powoduje iż wiele badaczy uważa iż karty klasyczne przywędrowały właśnie z tamtych terenów
Wszyscy badacze Tarota są jednak zgodni, co do tego, że odpowiednie rozłożenie kart, jeśli zostało dokonane jednocześnie z projekcją mentalną lub uczuciową pytającego, może odsłonić prawo kosmiczne, które ujawnia nam jakąś część przyszłych wydarzeń.

 Sekrety tarota - Tarot jak wiemy składa się z Wielkich i Małych Wtajemniczeń. Wielkie Arkana to zbiór 22 kart, a małe Arkana z 56 kart. Arkana Większe reprezentują świat archetypów, natomiast Arkana Mniejsze- przejawienie tego świata na poziomie materialnym. Arkana te mówią o codzienności człowieka, o jego rzeczywistości. 

 Tarot kabalistyczny - Pojęcie Kabały pochodzi od hebrajskiego słowa „quabal”, czyli: „przyjmować, otrzymywać”. Tak więc Kabała jest nauką przyjmowaną z góry. To tajemna nauka żydowska o długiej i częściowo nie znanej historii. Do XII wieku zasady, którymi rządziła się Kabała były przekazywane w świątyniach i synagogach tylko w formie ustnej. Przechodziły z mistrza na ucznia, i była dostępna tylko i wyłącznie dla wtajemniczonych bractw.

 Wróżby - Wydarzenia, które jeszcze nie nadeszły, zależą od tych wydarzeń i zachowań, które dzieją się w teraźniejszości. Człowiek przewiduje, że dokonane przez niego działanie może mieć pewne konsekwencje,  następstwa, ale do końca nie wie jakie. Człowiek nie utracił daru przewidywania przyszłości, tylko przestał słuchać głosu swojego wewnętrznego “ ja” czyli intuicji. 

 Skrzynia na karty tarota - Zapraszam do rytuału w celu ochrony kart. Ten rytuał nazywa się "Skrzynia Tarota". Pudełka do przechowywania Tarota są dostępne i są łatwe w zakupie, ale jeśli pudełko jest wykonane i zdobione przez Ciebie, będzie rezonować z Twojej własnej energii i bezpieczeństwa energetycznego. Jeśli chcesz je mieć znajdź pudełko z klapką i klamra, o wielkości wystarczającej do talii kart tarota, które mieści się w nim.  
 
Tarocista im głębiej wejrzy w karty tym więcej nowych rzeczy dowie się na ich temat. Tarot studiuje się przez całe życie, gdyż człowiek cały czas się rozwija. Akceptację tego stanu rzeczy uznaje się za początek prawdziwego wtajemniczenia w istotę żywej magii. Magia zaś jest techniką, za pomocą której umysł ludzki usiłuje oddziaływać na swój świat. (Ramsey Dukes)  
Wszystkie techniki wróżebne mają jedną cechę wspólną. Starają się wytypować, w jakim miejscu własnej czasoprzestrzeni znajduje się dana osoba, a także uzyskać możliwość kierowania, tym co się dzieje w jej wnętrzu.
 Ważne jest by uświadomić sobie, że nie ma 100% przepowiedni, która się spełni. Nikt z nas nie umie tego zrobić z taką dokładnością. Nie jesteśmy przecież biernymi duszami, które nie mają wpływu na nasza przyszłość, jesteśmy aktywni a więc zmienni. 
Karty Teowa okazują nam tylko, jakie energie działają w nas i co jest najbardziej prawdopodobne., Tarot pokazuje nawet kilka dróg do wyboru.. Cały Wszechświat jest cały czas w zmianie, w ruchu, tak jak i my. To, co prawdziwe dzisiaj, jutro może już takie nie być.  
Niektórzy Tarociści uważają, iż wiedze o przyszłości poznajemy z kosmicznej mądrości- źródła wszechwiedzy. Karty poprzez wgląd w źródło wszechwiedzy ukazują nam rąbek tajemnicy wszechświata.
 
Należy głownie pamiętać, że gdy radzimy się Tarota on ukaże nam prawdę o nas samych.
Zadaj pytanie Tarotowi i wylosuj swój rozkład kart, które dadzą Ci opis sytuacji, w której się  obecnie znajdujesz oraz odpowiedzi na Twoje pytania. 
Wielkie Arkana Kart Tarota posiadają mądrość życiową i obrazują sytuacje, jakie każdy z nas musi przejść w swoim życiu, aby osiągnąć pełnię szczęścia.
Wszystkie karty tarota zawierają opisy najważniejszych elementów i ich znaczenie wróżebne.
Magia tarota fascynuje ludzkość od wielu pokoleń, przejęci jego tajemniczą mocą używają go jako narzędzia do przepowiadania przyszłości. Wróżki szanują tarota ze względu na jego dokładność przepowiedni. Dywinacyjna sztuka wróżebna umiejętnie wykorzystana przez Wróżkę daje wiele możliwości. Od mądrości wróżki zależy jak dana osoba wróżbę przyjmie, wróżenie z kart tarota zależy również od umiejętności trafnego zadawania pytań kartom. Tarot lubi pytania konkretne i czytelne. Wróżmy tylko w sprawach istotnych, takich które mogą mieć znaczący wpływ na koleje naszego losu.
Dlaczego to właśnie tarot zyskał miano narzędzia dywinacyjnego, które jest tak bardzo szanowane, odpowiedź jest prosta – bo to właśnie dzięki tarotowi sztuka wróżebna zyskało na poważaniu dzięki dużej sprawdzalności wróżb z kart tarota. Kabalistyczne dzieło od lat towarzyszy wróżbitom jest pomocne w ich pracy. Tarot fascynował ludzkość od momentu jego powstania, aż do dnia dzisiejszego. Sprawdź sam czemu tak właśnie się dzieje skorzystaj z dobrych wróżb z anielskich kart tarota na naszej stronie i poznaj swoje przeznaczenie.

Nie jest się w sposób konkretny określić skąd wziął się Tarot. Podobnie jak w przypadku wielu innych zagadek, naukowcy, badacze, historycy i okultyści podsuwali różne źródła powstania historii.

Wiadomo, iż talie mistycznych numerowanych kart istniały w Indiach i na Dalekim Wschodzie już w czasach starożytnych. Stamtąd przybyły do Ziemi Świętej i Europy przez wyprawy krzyżowe. Istnieje też przekonanie, że Tarot przywieźli do Europy Cyganie.

 

Małe Arkana Tarota, które zawierają 56kart.

Dzielą się na 4 kolory i symbole ( Puchary inaczej zwane Kubkami, Miecze, Kije oraz Monety czasami zwane Pentaklami

Te 4 podziały są elementami filozofii hermetycznej, gdzie: 


Kubki, kielichy są elementem wody, miłości i żeńskiej energii. Miecze są elementem ognia, siły życiowej i duchowości. Monety są elementem Ziemi ,ciemności i wszystkiego co materialne. Kije są elementem Powietrza, umysłu i nowego początku.  

Wszelkie prawa zastrzeżone. © "ENIGMA-MEDIA". Strona www.tarotanielski.com  jest chroniona prawami autorskimi. Rozpowszechnianie, kopiowanie, przetwarzanie, przesyłanie oraz naśladowanie motywów grafiki, schematów strony, wizerunków kart, loga stron, treści newsletterów, nazw i wszystkich tekstów i ich fragmentów bez pisemnej zgody firmy "ENIGMA-MEDIA" jest przestępstwem i każdy, kto naruszy prawa autorskie strony zostanie pociągnięty do odpowiedzialności karnej

Ostatnio zmieniany w Piątek, 27 Listopad 2015 19:53  
 

 



Blending in While Standing Out – Tablet Magazine (Tablet Magazine) I was the little girl in the large, floppy hat. It was called my “davening hat,” and I wore it dutifully every morning during prayer services as a child. Even though I was raised in an Orthodox home, my parents sent me to a Conservative day school starting in kindergarten, and I did quite a few things differently at school than I did at home. pre bonded hairAll students, girls included, were required to wear kippot during our school prayer services. This upset me on several levels. First, I did not want to wear what I recognized so distinctively to be boys’ clothing; gender difference was a particularly sensitive issue when I was at an age when cooties were still relevant. But more than that, I did not like the idea of some obscure (and apparently fickle) religious authority instructing me what I should or should not wear on my head. A healthy spirit of defiance beginning to stir, I went to see the principal, my 5-year-old self sitting across from him at his handsome oak desk, my feet not nearly touching the floor. Together we came up with an ingenious solution: I could wear a hat instead. But even though we had shaken hands on the idea, my small palm getting lost somewhere in the conciliatory gesture, my flower-emblazoned pink sun hat made me feel silly in the reverent pews of the school sanctuary. The deceptively cheery flower perched front and center did not match the gloomy pout persevering underneath. I felt uncomfortable. The hat made me look different and strange—a blaring sign that a disgruntled kindergartener was flouting communal norms. I could not have known that one day many years later, wearing a hat would become an integral part of my Jewish identity, instrumental to my sense of self and feeling of belonging. ***

Untangling the mixed messages I was receiving at home and in school became too difficult for me, and my parents moved me after fourth grade to an Orthodox school, where I remained through high school. The standard in the school matched the standards I kept at home, and in my Orthodox shul: Only married women covered their heads. In synagogue, a hat was an infallible indicator that the wearer was a married woman—as sure a sign as a ring on her left hand. Weathered matrons in particular wore intricately engineered creations, boasting lace and feathers and sometimes pieces of fruit. There were other options besides hats, too: Newly married women primly patted down glamorous new sheitels, or wigs, that served as full head coverings. Rabbi’s wives popped in and out of services, sporting unceremoniously tied headscarves, or tichels, before darting back out of the sanctuary to tend to one screaming child or another. But girls and young ladies who had not yet experienced the trials and tribulations of matrimony left their heads conspicuously bare: Hair was worn down or up, straightened or natural, but there were no hats (and certainly no kippot) found among the single women. My mother, who had not grown up observant, embraced the idea of wearing a head covering when she chose to become Orthodox later in life. She always wore an Israeli scarf, wrapped in colorful layers around her head. When I was young, her heading covering meant home and familiarity to me. Only when I entered my teenage years did I start to think about the way strangers in the supermarket or on the streets of New York perceived her scarf; it was foreign—a statement of otherness. Not wanting to be conspicuously different, my teenage-self became increasingly apprehensive about the decision that I would someday have to face. remy hair extensionsAs the years went by, I continued to muse about the way I would one day cover my own head. In the Orthodox world, covering one’s head was less of a choice and more of a rite of passage for married women. I can’t say I looked forward to it. To the contrary—recalling my alienating experience as a kindergartener in a floppy hat, I dreaded the morning when I would have to return some foreign item, in all its pomp and glory, to the top of my head. I became acutely aware of the different head-covering possibilities that surrounded me, mentally putting some on the list of options while simultaneously striking others off that list. I asked my friends if they had thought about what they would, or would not, wear someday—most had not spent a lot of time thinking about it, but the general sentiment toward the matter was relatively uniform: I’ll wear what my mother wore. I, however, didn’t have that same level of certainly—I didn’t want to wear what my mother had worn. I didn’t want to look different; I didn’t want to be an unmistakable other. When my now-husband, a young rabbi, asked me to marry him a little less than a year ago, the question of head covering ceased to be hypothetical. No more abstract notions of what someday I would or would not someday do—I had to face the question squarely. My mother-in-law, who herself wears the gamut of different head-coverings, was thrilled to help me take the leap. Hat shopping and sheitel shopping appointments somehow squeezed their way onto my calendar, almost without my consent. While hat-makers and sheitel-machers swirled and chattered busily around me, I found myself frozen in a sea of ambivalence. I needed an answer, but I had none. The hats in the shops I visited seemed matronly and stiff. Their colors, either too bright or too tepid, felt forced and stale. My bare, familiar head was too much a part of me to hide once again underneath a brim, no matter how unobtrusive. But the hats were purchased all the same, and I half-heartedly prepared for a change I did not want to make. Last November, I walked down the aisle with a bouquet of white roses and ushered in a new phase of my adult life. Together we moved into a new apartment, began to follow recipe blogs for the first time, and confronted the reality that electricity, food, and shelter demand compensation. But aside from all the expected adjustments that come with transitioning from one person to two, the change of covering my head seemed to overshadow the rest for me. There was no principal with whom I could strike a deal: Within the Orthodox community, married women traditionally cover their heads in public, and the halakha requested, respectfully, that I comply. I decided to experiment. I started buying hats in all different styles—the kind you wouldn’t ordinarily see in shul. I asked my friends to contribute to my growing collection. I purchased fedoras, for those times I visited MOMA or sat inconspicuously in a coffee shop in the East Village. I bought coquettish, Jackie-O.-style pillbox numbers for when I felt particularly fashion-forward on a Saturday morning. I found Israeli scarves in fuchsia and teal and learned how to tie them to perfection, and I discovered lazy-school-day beanies for those mornings when I wasn’t feeling up to the trouble (I ended up wearing those most often). Slowly, I began to embrace my new accessories and started having some fun. I looked forward to changing my style each morning. When I forgot my hat, or absent-mindedly left it lying on a library desk or in a gym locker, I felt instinctively that something was missing. I even sacrificed catching the bus a couple of times to dash back to my apartment, fumble with the keys, and grab my woebegone hat off the coffee table. My defiance toward a law I didn’t completely understand or emotionally accept did not fade completely. I still felt frustrated at times about the foreign appendage on my head. But friends and family alike complimented my creativity and commented on my variety. Peers of mine began to buy hats similar to my own and even borrow some from the large (and growing) pile on my dresser. Continue reading: Wearing many hats

More than a marker of fashion, my hats slowly became external markers of my identity as an Orthodox woman. A certain sense of stability accompanies external identification. Whether it’s a T-shirt, a baseball cap, or a catchy tote, our style of dress indicates belonging. The hats I wore daily started to do that for me. I started to feel a sense of pride in my head covering. That pride did not stem from the communal approval my head covering garnered, though that was my initial motivation—rather, it came from of an emboldened sense of self as I shared something with the world about who I was and the community to which I belonged. The feeling of identification was both internal and external, depending on the hat. When I walked outside in a baseball cap to go jogging or a wool hat on a frigid day, I was the only one who knew there was some deeper significance to the way I was covering my head. It felt rather like a secret, something I knew and appreciated that didn’t make the rest of the world look twice. But when I one day chose to wrap a colorful Israeli scarf around my head, similar to the ones my mother always wore, my head covering signaled to the world that I was different. While my teenage-self had blanched at the idea, my adult self wore the look proudly. My scarf was an external sign of oneness with my community. perruques cheveux naturelsAs one of my non-Jewish colleagues astutely observed when considering my new headgear: “I feel like so much more goes into this decision than people realize.” I nodded emphatically in assent. You have no idea. Hat or no hat expands to which kind of hat? Hair up or down? Wig or no wig? Wig with hat? The permutations become dizzying, each new combination signifying something subtly different about the wearer. A wig might indicate that you are more right-leaning, a stylish hat with nothing underneath might imply that you are comfortably Modern Orthodox, a wig with a hat on top might signify that the wearer is chassidish. No head covering is arbitrary—every detail, to the carefully trained eye, is significant. For me, however, covering my head has evolved from an attempt to appease my community into an effort to belong to my community. Now, when I walk into synagogue on a Saturday morning, I’m proud to be wearing a hat. My hat is not pink, flowery, or floppy. But the head covering that once made me feel like a stranger now makes me feel at home. *** Like this article? Sign up for our Daily Digest to get Tablet Magazine’s new content in your inbox each morning. Hannah Dreyfus is an editorial intern at Tablet.

(Tablet Magazine) I was the little girl in the large, floppy hat. It was called my “davening hat,” and I wore it dutifully every morning during prayer services as a child. Even though I was raised in an Orthodox home, my parents sent me to a Conservative day school starting in kindergarten, and I did quite a few things differently at school than I did at home. perruques cheveuxAll students, girls included, were required to wear kippot during our school prayer services. This upset me on several levels. First, I did not want to wear what I recognized so distinctively to be boys’ clothing; gender difference was a particularly sensitive issue when I was at an age when cooties were still relevant. But more than that, I did not like the idea of some obscure (and apparently fickle) religious authority instructing me what I should or should not wear on my head. A healthy spirit of defiance beginning to stir, I went to see the principal, my 5-year-old self sitting across from him at his handsome oak desk, my feet not nearly touching the floor. Together we came up with an ingenious solution: I could wear a hat instead. But even though we had shaken hands on the idea, my small palm getting lost somewhere in the conciliatory gesture, my flower-emblazoned pink sun hat made me feel silly in the reverent pews of the school sanctuary. The deceptively cheery flower perched front and center did not match the gloomy pout persevering underneath. I felt uncomfortable. The hat made me look different and strange—a blaring sign that a disgruntled kindergartener was flouting communal norms. I could not have known that one day many years later, wearing a hat would become an integral part of my Jewish identity, instrumental to my sense of self and feeling of belonging. ***

Untangling the mixed messages I was receiving at home and in school became too difficult for me, and my parents moved me after fourth grade to an Orthodox school, where I remained through high school. The standard in the school matched the standards I kept at home, and in my Orthodox shul: Only married women covered their heads. In synagogue, a hat was an infallible indicator that the wearer was a married woman—as sure a sign as a ring on her left hand. Weathered matrons in particular wore intricately engineered creations, boasting lace and feathers and sometimes pieces of fruit. There were other options besides hats, too: Newly married women primly patted down glamorous new sheitels, or wigs, that served as full head coverings. Rabbi’s wives popped in and out of services, sporting unceremoniously tied headscarves, or tichels, before darting back out of the sanctuary to tend to one screaming child or another. But girls and young ladies who had not yet experienced the trials and tribulations of matrimony left their heads conspicuously bare: Hair was worn down or up, straightened or natural, but there were no hats (and certainly no kippot) found among the single women. My mother, who had not grown up observant, embraced the idea of wearing a head covering when she chose to become Orthodox later in life. She always wore an Israeli scarf, wrapped in colorful layers around her head. When I was young, her heading covering meant home and familiarity to me. Only when I entered my teenage years did I start to think about the way strangers in the supermarket or on the streets of New York perceived her scarf; it was foreign—a statement of otherness. Not wanting to be conspicuously different, my teenage-self became increasingly apprehensive about the decision that I would someday have to face. As the years went by, I continued to muse about the way I would one day cover my own head. In the Orthodox world, covering one’s head was less of a choice and more of a rite of passage for married women. I can’t say I looked forward to it. To the contrary—recalling my alienating experience as a kindergartener in a floppy hat, I dreaded the morning when I would have to return some foreign item, in all its pomp and glory, to the top of my head. I became acutely aware of the different head-covering possibilities that surrounded me, mentally putting some on the list of options while simultaneously striking others off that list. I asked my friends if they had thought about what they would, or would not, wear someday—most had not spent a lot of time thinking about it, but the general sentiment toward the matter was relatively uniform: I’ll wear what my mother wore. I, however, didn’t have that same level of certainly—I didn’t want to wear what my mother had worn. I didn’t want to look different; I didn’t want to be an unmistakable other. lace front wigsWhen my now-husband, a young rabbi, asked me to marry him a little less than a year ago, the question of head covering ceased to be hypothetical. No more abstract notions of what someday I would or would not someday do—I had to face the question squarely. My mother-in-law, who herself wears the gamut of different head-coverings, was thrilled to help me take the leap. Hat shopping and sheitel shopping appointments somehow squeezed their way onto my calendar, almost without my consent. While hat-makers and sheitel-machers swirled and chattered busily around me, I found myself frozen in a sea of ambivalence. I needed an answer, but I had none. The hats in the shops I visited seemed matronly and stiff. Their colors, either too bright or too tepid, felt forced and stale. My bare, familiar head was too much a part of me to hide once again underneath a brim, no matter how unobtrusive. But the hats were purchased all the same, and I half-heartedly prepared for a change I did not want to make. Last November, I walked down the aisle with a bouquet of white roses and ushered in a new phase of my adult life. Together we moved into a new apartment, began to follow recipe blogs for the first time, and confronted the reality that electricity, food, and shelter demand compensation. But aside from all the expected adjustments that come with transitioning from one person to two, the change of covering my head seemed to overshadow the rest for me. There was no principal with whom I could strike a deal: Within the Orthodox community, married women traditionally cover their heads in public, and the halakha requested, respectfully, that I comply. I decided to experiment. I started buying hats in all different styles—the kind you wouldn’t ordinarily see in shul. I asked my friends to contribute to my growing collection. I purchased fedoras, for those times I visited MOMA or sat inconspicuously in a coffee shop in the East Village. I bought coquettish, Jackie-O.-style pillbox numbers for when I felt particularly fashion-forward on a Saturday morning. I found Israeli scarves in fuchsia and teal and learned how to tie them to perfection, and I discovered lazy-school-day beanies for those mornings when I wasn’t feeling up to the trouble (I ended up wearing those most often). Slowly, I began to embrace my new accessories and started having some fun. I looked forward to changing my style each morning. When I forgot my hat, or absent-mindedly left it lying on a library desk or in a gym locker, I felt instinctively that something was missing. I even sacrificed catching the bus a couple of times to dash back to my apartment, fumble with the keys, and grab my woebegone hat off the coffee table. My defiance toward a law I didn’t completely understand or emotionally accept did not fade completely. I still felt frustrated at times about the foreign appendage on my head. But friends and family alike complimented my creativity and commented on my variety. Peers of mine began to buy hats similar to my own and even borrow some from the large (and growing) pile on my dresser.

Continue reading: Wearing many hats More than a marker of fashion, my hats slowly became external markers of my identity as an Orthodox woman. A certain sense of stability accompanies external identification. Whether it’s a T-shirt, a baseball cap, or a catchy tote, our style of dress indicates belonging. The hats I wore daily started to do that for me. I started to feel a sense of pride in my head covering. That pride did not stem from the communal approval my head covering garnered, though that was my initial motivation—rather, it came from of an emboldened sense of self as I shared something with the world about who I was and the community to which I belonged. The feeling of identification was both internal and external, depending on the hat. When I walked outside in a baseball cap to go jogging or a wool hat on a frigid day, I was the only one who knew there was some deeper significance to the way I was covering my head. It felt rather like a secret, something I knew and appreciated that didn’t make the rest of the world look twice. But when I one day chose to wrap a colorful Israeli scarf around my head, similar to the ones my mother always wore, my head covering signaled to the world that I was different. While my teenage-self had blanched at the idea, my adult self wore the look proudly. My scarf was an external sign of oneness with my community. cosplay wigsAs one of my non-Jewish colleagues astutely observed when considering my new headgear: “I feel like so much more goes into this decision than people realize.” I nodded emphatically in assent. You have no idea. Hat or no hat expands to which kind of hat? Hair up or down? Wig or no wig? Wig with hat? The permutations become dizzying, each new combination signifying something subtly different about the wearer. A wig might indicate that you are more right-leaning, a stylish hat with nothing underneath might imply that you are comfortably Modern Orthodox, a wig with a hat on top might signify that the wearer is chassidish. No head covering is arbitrary—every detail, to the carefully trained eye, is significant. For me, however, covering my head has evolved from an attempt to appease my community into an effort to belong to my community. Now, when I walk into synagogue on a Saturday morning, I’m proud to be wearing a hat. My hat is not pink, flowery, or floppy. But the head covering that once made me feel like a stranger now makes me feel at home. *** Like this article? Sign up for our Daily Digest to get Tablet Magazine’s new content in your inbox each morning. Hannah Dreyfus is an editorial intern at Tablet.